Wykresy przedstawiające zmiany p (intensywności odczuwanej przyjemności) i s (intensywności odczuwanego cierpienia) w czasie opowiadają tą samą historię o Romku. Na ich podstawie można stwierdzić przykładowo, że Romkowi żyło się dużo przyjemniej jako 9 latek niż jako 50 latek, śmierć żony była dla niego podobnie bolesna jak śmierć ojca itp. Niewłaściwym byłoby jednak powiedzieć, że w dniu 25 urodzin odczuł 320 jednostek przyjemności i 560 jednostek cierpienia. Nie znam żadnej miary tych subiektywnych doznań, ani też nie podejmuję się dylematu ilościowego ich porównywania.
Wyobrażenie zbawienia w „Na Obraz Pana” można zobrazować modyfikując historię Romka. Niech śmierć w rzeczywistości Romka działa następująco: jaźń po obumarciu ciała nie znika, a funkcjonuje w świecie fundamentalnie podobnym do świata żywych. Dodatkowo, zachowuje swoje poznawcze właściwości – podejmuje i rozwiązuje napotkane problemy w sposób „wyuczony” jeszcze za życia. Eksperyment myślowy zostaje więc osadzony w swego rodzaju generycznych zaświatach.
Romek trafia w zaświaty jako człowiek o bogatym życiorysie, który z mijającymi latami personifikował zupełnie różne osobowości. Jako młody chłopak prawie sięgnął dna, a żałoba za żoną czasowo uczyniła z niego jakby cień człowieka. Produktem tak ciężkich doświadczeń okazuje się być niezachwiany stoik, który pomimo schorowanego ciała i samotności potrafi wykrzesać z siebie nadzieję i stale polepszać swój komfort życia. Przezwyciężając kolejne przeciwności losu jaźń Romka nauczyła się wzrastać nawet na najbardziej nieurodzajnej ziemi. Nie przerywając egzystencji Romka udarem tworzy się szansę na zrealizowanie się specyficznego scenariusza.
Poglądowo ekstrapolując poczynania niezłomnego Romka i rzucając mu pod nogi hipotetyczne, pozagrobowe niedogodności, otrzymujemy dalszą część jego życiorysu. W tym eksperymencie myślowym, jaźń bohatera jakby sama z siebie korzysta z okazji wieczności i – z epizodycznymi zachwianiami – wciąż polepsza swój byt. Jaźń nabyła bowiem za życia właściwość budującą – w wieczności dąży do maksymalizowania przyjemności i minimalizowania cierpienia ażeby w końcu osiągnąć zbawienie (zdefiniowane w cytacie na górze strony, wyjąwszy „wszechdoświadczanie”). W mojej wizji Romek, stając się dobrym wobec siebie, z natury własnego działania ukierunkował się na zbawienie i dzięki przychylnym warunkom eksperymentu myślowego, faktycznie go dostąpił.
Można też wyobrazić sobie
zupełnie odwrotny tok wydarzeń.