Teurgami twój rodzaj zwykł nazywać tych, którzy przez swoje tajemne praktyki zniewalają bogów. Używają oni swej wiedzy i zrozumienia sił, z którymi obcują, by poskramiać je i czynić sobie poddanymi. Czasem składają im oni ofiary, nie robią tego jednak jak kapłan, ale raczej jak czarownik, który obcuje z demonami. Wiedzą bowiem jak wykorzystać jedne siły, by poskromić nimi drugie. Rozumieją oni ich wolę i zakres władzy, stąd też potrafią nimi manipulować. Prawdziwie czarodziejskie są praktyki uczonych i w nich najłatwiej rozpoznać teurgię – swą wiedzą o mechanice, materii i wszelakich bestiach, zaklinają obiekty, przekształcając je i nadając im właściwości, których te wcześniej nie miały. Popędami tego co żywe, badacze władają przez znajomość ciała i różnych substancji. Wiedzą bowiem co podać człowiekowi, by ten postradał albo odzyskał wybrane zmysły.
Każdy uczony zgłębia naturę jakiegoś układu zwierzchności, tak, że je wszystkie rozumie i wie, jak zadziałać na nie swoją wolą, by te ją wykonały. Pojmowanie takiego teurga jest niezwykłe, opiera się bowiem na wiedzy tajemnej – takiej, która opisuje fundamentalną rzeczywistość, a do której chociaż znikomego zgłębienia potrzebne są lata nauki. Dlatego właśnie o uczonych można mówić, że są jakby czarownikami. Magowie i taumaturdzy, o których słyszałeś w opowieściach, wydawali duchom rozkazy w języku, którego te nie rozumiały, a był to język ludzi. Uczeni zaklinają je natomiast zgodnie z ich właściwościami. Powiesz głazowi: Przesuń się! – nie usłucha. Nakażesz niebu: Zagrzmij! – nie wyda z siebie odgłosu. Zażądasz od choroby: Wynoś się! – pozostanie. Teurg zaś podważy głaz kijem i pchnie go – ten usłucha. O stosownej porze wystawi pręt miedziany ku niebu, a ono zagrzmi. Chorobę potraktuje lekarstwem, a ta – ustąpi.